Pałac Warlity stał pusty 50 lat. Klasycystyczny budynek z 1850 roku, otoczony stuletnim parkiem, z dachem na pół zarwanym i bez okien. Halina Marczewska — wtedy 32-letnia architekt — kupiła go za cenę mieszkania w Warszawie.
Pierwsze 10 lat — odbudowa
Halina nie miała pieniędzy na ekipę z Warszawy. Zatrudniała miejscowych — stolarza, murarza, dekarz. Każdy z nich uczył ją czegoś o regionie. „Pan Józef pokazał mi, jak suszono drewno dębowe w XIX wieku — opowiada. — Wciąż używamy tej techniki w tarasie pałacu.”
Restauracja — od 1998
Od 1998 Halina prowadzi w pałacu restaurację. Sezonowo, z lokalnych spiżarni. Pieczywo z piekarni 8 km dalej. Sery od pana Mariusza ze wsi Ostrów. Dziczyzna od myśliwych z koła łowieckiego, których zna po imieniu.
Lokalność to nie tylko geografia. To pamięć, surowiec, sąsiedztwo — i upór, by nie udawać czegoś, czym się nie jest.